Parę przecznic i kolejna ulica, już ta właściwa z hotelem, była najbardziej
zakopiańską ulicą, jaką widziałam z dala od Zakopanego, z jodłami, willami,
wybrukowaną ulicą, takich we Lwowie najwięcej. Ulicę polubiło też KGB, które
niedaleko stąd miało kiedyś swoją siedzibę (zajętą obecnie przez ukraińską służbę
bezpieczeństwa) oraz niegdysiejszy pierwszy sekretarz Michaił Gorbaczow, który w
czasie wizyty w bratniej republice, spędził noc w tutejszym hotelu. Parę dni później,
opowiadając o tej ulicy lwowskiemu przewodnikowi po Lwowie, dowiedziałam się,
że na wzgórzu tuż za piękną ocienioną jodłami zakopiańską ulicą znajduje się miejsce
straceń lwowskich profesorów, tylko częściowo upamiętnionych. Podobno na tablicę
upamiętniającą wszystkich straconych nie zgadzają się władze ukraińskie. Posępne
wrażenie wzmaga opis ostatnich dni we Lwowie Tadeusza Boya-Żeleńskiego
przywołanych w książce Józefa Hena i miejsce to nie budzi już beztroskich skojarzeń
z górskim kurortem. Nauczyło mnie to, że we Lwowie żadne wrażenie nie jest dane
raz na zawsze.