Trzeba to miejsce koniecznie zobaczyć, żeby uświadomić sobie jak twórcze
były spotkania żyjących wspólnie społeczności i jak pielęgnowana przez nich kultura
przenikała się i wzbogacała nawzajem. Dla mnie uważne poruszanie się w obrębie
relacji polsko-ukraińskich to nie tylko kwestia śledzenia zawiłych stosunków
polityczno-gospodarczych, nie tylko zagadnienie wymogu wiz dla Ukraińców
odwiedzających Polskę (w samym Lwowie wydano ich w ciągu jednego roku ponad
30 tysięcy1), jednak Polacy odwiedzający Ukrainę są zwolnieni z tego obowiązku.
Moja rodzina, która odkrywam we Lwowie jest rodziną polsko-ukraińską, od
niezwykle manifestującej swoją polskość i jednocześnie pozostającej w dobrych
relacjach z ukraińskimi sąsiadami Babci Heleny do jednej z jej córek Teresy, która
wyszła za mąż za ukraińskiego inżyniera i trójki jej dzieci: Romana, Marysi i
Mariany, z którymi rozmawiam po angielsku! Druga z córek Babci mieszka i pracuje
w Krakowie.
Odkrycie trójki zdolnych kuzynów oraz zintegrowanej, mocnej sobą rodziny
także dzięki ciężkim warunkom materialnym, wpłynęło na mój emocjonalny odbiór
Lwowa. Inaczej wygląda zwiedzanie Cmentarza Łyczakowskiego razem z moją
ukraińską kuzynką, miejsce spoczynku poległych Orląt sąsiaduje z grobami żołnierzy
Wielkiej Halickiej Armii.
1 Wiadomość podana w „sygnałach Dnia”, w Programie I PR 9 sierpnia 2004 roku.