A mi przyszło zwiedzać Cmentarz Orląt w towarzystwie Mariany. Przy nie lada
asertywności patriotycznej towarzyszącej zwiedzaniu Lwowa przyznaję: młodzi
ludzie mieszkający dziś we Lwowie nie podkreślają za wszelką cenę swojej
ukraińskiej odrębności narodowej, chcą przede wszystkim prowadzić życie podobne
do życia ich zachodnich rówieśników, choćby do życia w Polsce z jej
nieporównywalnym do ukraińskiego poziomem życia (nawet uśrednionym i
zaniżonym). Dlatego, choć uważnie wsłuchiwałam w się każde słowo mijających nas
polskich wycieczek tłumnie odwiedzających Cmentarz, zwiedzałam go z nowej,
polsko-ukraińskiej perspektywy, szlakiem uzupełnionym o pomniki ukraińskie:
wzruszające, ledwo widoczne epitafia, charakterystyczne dla Cmentarza
Łyczkowskiego zastygłe w rozpaczliwym geście płaczki lwowskie, grób Artura
Grottgera, Gabrieli Zapolskiej, Marii Konopnickiej (nagrobek dłuta rzeźbiarki
Drexlerówny zastąpił obecny z grzywką do połowy czoła pisarki autorstwa
ukraińskiego rzeźbiarza), grób hrabiego Stanisława Skarbka, fundatora Teatru
Narodowego we Lwowie i zakładu dla starców i sierot w Mikołajowie. Ale także
wielu innych zasłużonych lwowian: słynnej ukraińskiej śpiewaczki Salomei
Kruszelnyckiej, Wołodymyra Barwinskiego, wybitnego ukraińskiego dziennikarza
Igora Biłozira. Najsłynniejsza nekropolia lwowska to przede wszystkim miejsce
spoczynku najwybitniejszych lwowian, potem osób zasłużonych dla swojego kraju.
Każda nagrobna tabliczka na Cmentarzu poległych Orląt to odrębna wzruszająca
historia. Trudno powstrzymać łzy... Jednak hołd złożony Orlętom wcale nie musi być
wymierzony w ukraińską społeczność będącą teraz gospodarzem miasta. Jedna
uporczywa myśl towarzyszy mojej wizycie na Cmentarzu: nie wolno dopuścić do
powtórki historii i dewastacji Cmentarza, stąd konieczność prowadzenia dialogu z
nowym ukraińskim gospodarzem miasta i pielęgnowaniu miejsc ważnych dla polskiej
i ukraińskiej społeczności. Babcia Helena i tak powtarza, że lwowskie drzewa ciągle
szumią po polsku.